Podczas mojej fotograficznej przygody zrobiłam już wiele bieszczadzkich plenerów ślubnych. Za każdym razem czuję tą samą radość i ekscytację z wyjazdu, cieszę się, że zobaczę połoniny, pokonam kilka kilometrów na szlaku i będę mogła poczuć na twarzy górski wiatr. Zawsze jest to cudowna mieszanka wycieczki w piękne miejsce w połączeniu z pasją tworzenia zdjęć i Waszych ślubnych pamiątek. Tym razem było podobnie. Wraz z Benią i Damianem mieliśmy tylko jedną niedzielę do zrealizowania tego pomysłu. Niedzielę w połowie słoneczną, a w połowie z prognozami opadów i burz. Zaryzykowaliśmy i udało się. Wybraliśmy piękne Bukowe Berdo które tego dnia było praktycznie tylko dla nas.

SESJA ŚLUBNA W BIESZCZADACH

Jesteście ciekawi jak wygląda taka podróż? Jako, że mam już całkiem spore doświadczenie w tego typu plenerach, opowiem Wam po krótce jak wygląda taka wyprawa. Na sesję wyjazdową w góry trzeba poświęcić cały dzień. W zależności od pory roku, długości dnia, prognozy pogody dobieramy odpowiednią godzinę wyjazdu. Do plecaków pakujemy kanapki, wodę, batony – jak na standardową wycieczkę w góry. Jako, że na szczycie połonin zazwyczaj nie ma się gdzie przebrać (z wyjątkiem Wetliny!) i jest spory wiatr, Pary idą szlakiem w galowych strojach. Gdy wychodzimy z lasu i jesteśmy już w miejscu gdzie zaczynają się piękne widoki zaczynamy wspólnie działać. Dobrze jest mieć ze sobą minimum jedną osobę do pomocy przy zdjęciach, poniesie plecak Pary Młodej, pomoże okiełznać wiatr a przy okazji zażyje górskiej wędrówki. Tak mniej więcej wygląda szkic dnia gdy wyjeżdżamy na plener ślubny w góry. Za każdym razem to super zabawa, niesamowite widoki i piękne wspomnienia zapisane na zdjęciach.

Zapraszam Was na miłosną opowieść Beni i Damiana.