Paulę i Maćka mogliście poznać podczas naszej sesji narzeczeńskiej. W tym czasie zdążyliśmy się nieźle poznać i zintegrować dzięki czemu w dniu ich ślubu byliśmy dla siebie po prostu dobrymi znajomymi przy których można się czuć luźno i swobodnie.

Piękna, słoneczna i ciepła niedziela. Pogoda, jak to się mówi, na zamówienie. W przypadku Pauli i Maćka wcale mnie to nie dziwi. Tego dnia wszystko było idealne, dopięte na ostatni guzik i dopracowane. Wesołe przygotowania, pełne rozmów i śmiechów (no i troszkę stresu ;)). Przepiękna ceremonia prowadzona przez księdza który swoją osobowością zapewne porwał nie jednego gościa (i zdecydowanie fotografa!). Sala która swoją prostotą a zarazem cudnymi, tematycznymi dodatkami zachwycała. Pyszności na stołach, ciasteczka, lizaczki, kwiaty i świece… I oni. Zakochani, szczęśliwi, cieszący się tym dniem.

Do Pauli i Maćka mam wyjątkowy sentyment. Nasze wspólne wypady zdjęciowe, długie rozmowy całkowicie ucięły dystans. I to jest super. Poznajesz ludzi, którym masz za zadanie udokumentować jeden z najważniejszych dni w życiu. Okazuje się, że to twoi nowi kumple z którymi chcesz iść na piwo, możesz im opowiadać codzienne troski i tematy do rozmów nigdy się nie kończą.

W następnym poście zabiorę Was na wycieczkę z Paulą i Maćkiem w Bieszczady 🙂 Tymczasem obejrzyjcie jak było w dniu ich ślubu.