Mówi się, że sezon ślubny trwa od kwietnia do października. Zimowe śluby to nadal rzadkość. A szkoda, bo każdy miesiąc jest dobry by świętować swoją miłość. Wcale nie trzeba czekać latami na sale weselne, terminy i inne atrakcje. Nieważne jaka będzie pogoda, czy słońce, deszcz a może śnieg. Przecież nie o to w tym dniu chodzi. Najważniejsze są dobre humory, radość z chwili która zaraz nastąpi i nastawienie do zabawy weselnej.

Pamiętacie spore opady śniegu na początku lutego? Tak, to właśnie wtedy Martyna i Grzesiek wzięli ślub. Podchodząc do wszystkiego z dystansem, luzem i uśmiechem. Po swojemu. Masz ochotę założyć na swój ślub skarpetki w liski? Zrób to. Masz ochotę włożyć na siebie casualową ramoneskę? Zrób to. Nie widzisz siebie na parkiecie wśród stu gości podczas pierwszego tańca? To go odpuść 🙂 Wszystko po swojemu. Tak jak czujecie. Dodatkowym zaangażowaniem jest własnoręczne wykonanie winietek i tablicy z rozpiską gości (serio, to dzieło Martyny!). Zobaczcie niżej co się działo tego pięknego dnia. Było wesoło, kolorowo w towarzystwie szalonych tańców i najważniejsze – MIŁOŚCI!

Na plener ślubny czekaliśmy ponad miesiąc ale zdecydowanie było warto. Zaplanowaliśmy wyjazd w okolice Tatr i czekaliśmy na okienko pogodowe. Trafiliśmy na absolutnie cudną pogodę, iście wiosenną, cieplutką sobotę z widokiem na słowackie góry.  Jak to w przypadku Martyny i Grześka humory dopisywały również na plenerze ślubnym. To była przesympatyczna sobota pełna śmiechów i zabawy. Zatem zapraszam na zdjęcia, chodźcie!